HISTORIA ŻÓŁTEJ CIŻEMKI, E-booki
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
, podobnie jak tysiące innych, jest dostępna on-line na stronie
Utwór opracowany został w ramach projektu
przez
ANTONINA DOMAŃSKA
Historia żółtej ciżemki
–
Cenny klejnot starego Krakowa, chluba Polski, arcydzieło mistrza Wita Stwosza¹ i po-
mnik jego chwały — wielki ołtarz w kościele Panny Marii, fundowany przez bogate
mieszczaństwo krakowskie w r. , chylił się ku upadkowi.
Blisko cztery wieki rzeźba ta przewspaniała zajmowała najcelniejsze miejsce w świą-
tyni, blisko cztery wieki opierała się niszczącemu wpływowi czasu, wreszcie uległa.
Oto co powiada sprawozdanie dozoru kościoła Panny Marii z r. :
„…od chwili gdy się przekonano o groźnym stanie ołtarza, zajęto się bezzwłocznie
szukaniem środków uratowania go dobrze obmyśloną restauracją. Imiona Piotra Micha-
łowskiego² i Karola Kremera³ wiążą się z tą myślą. Oni pierwsi badali stan i przedstawiali
środki. A choć nie doczekali szczęśliwej chwili rozpoczęcia pracy, za pobudzanie i nawo-
ływanie do niej cześć ich pamięci!”
Komitet restauracji wielkiego ołtarza składał się, prócz stałych członków dozoru ko-
ścielnego, z następujących mężów: prof. Czyrniański, pr. Dunajewski, W. Eliasz, P. Fi-
lippi, ks. Grzybowski, prof. Kuczyński, prof. J. Kremer, H. Kieszkowski, M. Kukalski, J.
ks. Lubomirski, prof. Łepkowski, P. Popiel, F. Paszkowski, F. Pokutyński, E. Stehlik,
H. Seredyński, ks. Wilczek.
Przytaczam dalej słowa sprawozdania:
„…przystąpiono do zupełnego rozebrania ołtarza, do wyjęcia wszelkich rzeźb i orna-
mentyki, kawałek za kawałkiem. Wtedy to ruszyła się przez wieki nagromadzona ilość
kurzu, znalazły się ważne odłamki, znalazł się osnuty pajęczyną trzewik średniowiecznego
robotnika, zgubiony przed laty…”
Wielki ołtarz, odnowiony i zabezpieczony gruntownie przed zniszczeniem na dalsze
setki lat, służy znów Bożej chwale, zachwyca oczy i serca patrzących, głosi sławę nie-
śmiertelną mistrza Wita Stwosza.
Znaleziono za ołtarzem trzewik, żółtą ciżemkę… Skąd się tam wzięła? Do kogo mogła
należeć? Czy był rzemieślnikiem człowiek, co używał safianowego obuwia? Czy umyślnie
rzucił trzewik za ołtarz? Ale dlaczego? Czy dorosły mężczyzna mógł mieć taką małą stopę?
A może to był chłopiec? Może to było dziecko?
Odkąd przeczytałam zagadkowy ustęp sprawozdania i oglądałam żółtą ciżemkę, nie-
pokoiły mię⁴ te myśli, szukałam na nie odpowiedzi…
¹
it tos
(ok. –) — niemiecki rzeźbiarz, grafik i malarz, jeden z najwybitniejszych przedstawicieli
późnego gotyku w rzeźbie. Mieszkał i pracował w Krakowie w latach ok. –.
²
icałoski iotr
(–) — malarz, organizator życia społecznego i gospodarczego, uczestnik po-
wstania listopadowego.
³
remer aro
(-) — architekt krakowski.
⁴
mi
— dziś popr.: mnie.
„Już nigdy nie będę!” — Co przeżył i kogo znał organista Walanty. — Dokąd można
zajechać na drewnianej jaszczurce. — Zabłąkany w puszczy. — Pieśń wieczorna wilka.
— O mój tatusiu, mój złocisty… nie bijcie! Jeszce mi ten ostatni raz darujcie! Juz⁵
Dzieciństwo, Ojciec, Kara
nigdy, a nigdy, a nigdy nie będę!
— Co dzień obiecujesz, co dzień bicie bierzesz, końca temu nie ma! — krzyknął
z gniewem ojciec, trzymając chłopca za kołnierz u koszuli, a oglądając się za rzemykiem.
— Ady⁶ mu przecie wybacz, kiej⁷ tak święcie przyrzeka — wstawiła się matka, odsu-
wając garnek z jagłami⁸ od ognia. — Takiś zawzięty na ono⁹ dziecko, a Bogiem i prawdą
nie ma o co. Mały jest, to się i bawi; cóż ci wadzi, że se ta kozikiem w deszczułeczce
dłubie? Sprzykrzy mu się, rzuci, ano za tydzień będzie nowa zabawka.
— A ile razy do kości palce pozacinał i nie rzucił noża? Skórę prać rzetelnie, to może
usłucha. Gdzie postronek¹⁰?
— Puść go! Mówię ci po dobroci; obiadować¹¹ pora. Wawrzuś, przysuń tatusiowi
ławę.
— Zawdy¹² musi być babskie na wierzchu — mruknął Wojciech.
Usiedli wszyscy troje za stołem i jedli w milczeniu. Pokrzepiwszy się, gospodarz zwró-
cił się znowu do synka i mówił już spokojnie:
— Pamiętajże se, coś sam powiedział: „ostatni raz”. Chłoposko¹³ dziewiąci¹⁴ lat sięga,
a bydlątku nie da rady. Wygoń wszystkie trzy na pastwisko, a dawaj pozór¹⁵, coby¹⁶ ci
znów która nie uciekła. Mam co lepszego do roboty, jak za krowami po boru biegać. No,
idź.
Wawrzek wyskoczył z chałupy uszczęśliwiony, że dzięki matusi ominęła go kara, i pe-
łen jak najlepszych postanowień, pomaszerował z krowami na łąkę. Wojciechowa pomyła
statki¹⁷ i zasiadła przed warsztatem tkackim, z którego już spory kawał szarego płótna aż
do ziemi zwisał. Największą jej dumą było, że jak Poręba Porębą, żadna gospodyni tyle
lnu nie siała, tyle nici nie przędła, tyle płótna nie tkała, co ona. Wzięła się więc ochoczo
do roboty, ino¹⁸ raz na jakiś czas pociągając sznurek od podłużnego kosza, zawieszonego
na hakach u powały. W tym koszu spało jej najmłodsze dziecko, trzymiesięczna Kon-
dusia. Siedmioletnia Marysia uciekała raz wraz do „babusi”, a rodzice nie bardzo jej tego
bronili, bo matka Wojciecha, zgrzybiała staruszka, potrzebowała i posługi, i rozweselenia,
a Marysię okrutnie lubiła.
Wojciech nasadził na głowę białą sukienną czapę, poprawił rzemyki u postołów¹⁹,
przystanął chwilę we drzwiach, jakby się namyślając, wreszcie zawrócił w prawo i poszedł
ku wsi.
— Juści²⁰ tak najlepiej — mówił do siebie półgłosem — do samego proboszcza nie
pójdę, gdziebym ta śmiał zaprzątać głowę jego wielebności tym nicponiem. Walantego się
poradzę albo i Pietra. Organista, kościelny, uczone osoby, na każdej książce znają czytać,
prędzej umiarkują niż ja, co by za leki skuteczne były na Wawrzkową chorobę. Ale gdzie
onych szukać? Walantowa herod-baba, stary ucieka z domu, kiej ino może; pewnikiem
zemknął do Pietra i miód se oba pociągają.
⁵
jesce j
(gw.) — jeszcze, już; w wielu gwarach polskich występuje zjawisko mazurzenia, tj. wymowy
głosek „cz”, „ż”, „sz”, „dż” jako „c”, „z”, „s”, „dz” (mazurzeniu nie podlega „rz”).
⁶
a
a.
(daw.) — przecież, właśnie, ale.
⁷
kiej
(gw.) — kiedy, skoro.
⁸
jał
— kasza.
⁹
o oeo
(daw.) — ten, tego a. on, jego; tu B. lp r.n. ono: to.
¹⁰
ostroek
— sznur.
¹¹
oiaoa
(daw.) — jeść obiad.
¹²
a
(daw.) — zawsze.
¹³
cłoosko
(gw.) — chłopisko, chłopaczysko.
¹⁴
ieici
— dziś popr.: dziewięciu.
¹⁵
aa oór
— zwracać uwagę, pilnować.
¹⁶
co
(gw.) — żeby.
¹⁷
statki
— tu: naczynia.
¹⁸
io
(gw.) — tylko.
¹⁹
ostoł
— obuwie z łyka (łapcie) a. ze skóry zwierzęcej (skórznie).
²⁰
jci
(gw.: już ci) — oczywiście, rzeczywiście, w istocie.
Historia żółtej ciżemki
Słusznie się Wojciech domyślał: organista i kościelny siedzieli w sadzie na darniowej
ławie pod rozłożystą jabłonią, kamionka²¹ z miodem i cynowe kubki przed nimi.
— Niech będzie pochwalony… witajcie, kumotrowie! — rzekł kmieć, podchodząc ku
nim.
— Na wieki wieków — odparli razem, a gospodarz dodał: — Siadajcie wedle²² nas,
Wojciechu; Jaguś… jeszcze jeden kubek! Jakże tam u was, wszystko zdrowe?
— Dziękować Panu Jezusowi, krzepimy się jako tako — odpowiedział gość i usiadł
na zydlu przyniesionym przez córkę gospodarza.
Mówić o interesie zaraz po przywitaniu uważane jest na wsi za wielką nieprzyzwoitość
Grzeczność, Obyczaje
i brak wychowania; tak samo pojmowano grzeczność i przed wiekami. Dlatego też Woj-
ciech ani wspomniał, z czym przychodzi, owszem, przeprosił przyjaciół, że im przerwał
rozmowę.
— A o czymże pogwarka? — spytał Piotra.
— Spominamy²³ se stare dzieje — odparł kościelny — raczej Walanty opowiada, a ja
słucham. Człowiek to niemal na pamięć umie, a nigdy mu się nie znudzi, zwłaszcza od
naocznego świadka słyszeć.
— O czymże takim?
— Sprawiedliwie gadają Piotr²⁴; rozmawialiśmy o bitwie pod Warną²⁵.
Kondycja ludzka, Chłop,
Pamięć
— O moiściewy²⁶… nie przerywajcież sobie; toć i ja strasznie bym rad usłyszał, jak
to było. Na wsi ludzie niewiela²⁷ wiedzą o świecie, prawdę rzec, a nie zełgać, nawet nie
ciekawi; a już co nasza Poręba, to prawie jak za murem. Puszcza niezmierzona od zacho-
du słońca i od północy, rzeka nas opływa w półkole, w ciężkiej robocie rok za rokiem
przemija, człek się rodzi, żyje i umiera, nieświadomy niczego. Jeszcze łaska boska, jeżeli
zna imię najmiłościwszego króla. Ach, gadajcie, gadajcie… serce mi z ciekawości młotami
bije.
— Juści trudno, żebyście co z onego czasu zapamiętali — rzekł organista — ani was
może na świecie jeszcze nie było.
— A ileż ta temu będzie? — spytał Wojciech.
— Czekajcie, zaraz wyrachujemy. Miłościwy król Władysław²⁸ dwadzieścia lat miał,
gdy zginął w onej strasznej bitwie. Za wielką chlubę i cześć sobie poczytuję, że w jednych
obaśmy leciech²⁹ byli: dlatego też łacniej³⁰ mi to wyliczyć. Tedy dziś mamy… dziś mamy…
rok pański… Pieter?
— Tysiąc czterechsetny siedemdziesiąty dziewiąty.
— Juści, prawiuteńko się zgadza, bo mi się na pięćdziesiąty szósty obróciło³¹. Zatem,
jak raz trzydzieści pięć lat temu będzie w dniu dziesiątym listopada.
— Prawdę gadacie, że mnie na świecie nie było, bo mi się skończy w żytnie żniwa
trzydzieści cztery roki³². Ale co ta o mnie, powiadajcież od początku. Pietrowi ta wszystko
jedność, kiej zna³³, jak było, a ja nie.
— A więc posłuchajcie: Jak się miłościwy pan gotował na oną wyprawę, wszystkie
narody i wszyscy monarchowie radowali się, że mieczem polskiego króla moc turecka
zostanie na proch zgnieciona. Węgierskie wojsko pod dowództwem, jakże mu to było…
²¹
kamioka
— gliniane naczynie.
²²
ee
— obok, przy.
²³
somia
(daw.) — wspominać.
²⁴
raieiie aaj iotr
(gw.) — Piotr mówi prawdę.
²⁵
o itie o ar
— Szczegóły historyczne o bitwie pod Warną wzięte z
roiki
Bielskiego. [przypis
autorski]
²⁶
moicie
(gw.: moiście wy) — zwrot do słuchaczy, wyrażający emocje; dosł. jesteście moi, tj. moi drodzy.
²⁷
ieiea
(gw.) — niewiele.
²⁸
łasła areck
(–) — syn Władysława Jagiełły, król Polski (–) i Węgier
(–).
²⁹
eciec
(daw.) — dziś popr. forma Ms. lm: latach; w jednych leciech: w tym samym wieku.
³⁰
łacie
(daw.) — łatwo.
³¹
mi si a iiesit sóst oróciło
(gw.) — skończyłem pięćdziesiąt sześć lat.
³²
roki rokó
(gw.) — lata, lat.
³³
a
(gw.) — wiedzieć.
Historia żółtej ciżemki
aha… Huniad³⁴, wojewoda siedmiogrodzki. Więc Węgrzy, Siedmiogrodziany³⁵ i nasi,
a nad wszystkimi hetmanem nasz młody król, Władysław. Ale się miłościwy pan gryzł
niesłychanie, że tak niewiele miał wojska: ino dwadzieścia tysięcy. A o Turkach gadano,
że się ich zebrało tysiąców³⁶ sto, tedy pięć razy tyle, co naszych.
Walenty łyknął miodu i prawił dalej:
— Mnie wzięto między ciury³⁷, do posług, alem się wyprosił u jednego starszego
i pozwolił mi, jak przyjdzie do bitwy, iść z łucznikami.
— A umieliście się z kuszą obchodzić?
— Byli już tacy, co nauczyli — odparł organista — a nauczyli niezgorzej, bo w kilku
potrzebach³⁸ człek posłał pohańców³⁹ do piekła diabłu na pociechę z pół kopy⁴⁰, jeśli nie
więcej. Idzie tedy chmara ludu, wszystko zbrojne, wyćwiczone, a takie łakome krwi tu-
reckiej, niczym wina. Po drodze zamki bez wiela kłopotu zdobywają nasi, gdzie niektóre
ze strachu same się poddają, a my ino naprzód a naprzód. Trzeciego dnia października
miesiąca przeprawiliśmy się przez Dunaj. Aż tu przyjeżdża z cztery tysiące⁴¹ wojska Dra-
gula, wojewoda wołoski⁴². Odradzał on strasznie naszemu miłościwemu panu tę turecką
wyprawę; aż płakał pono. Wreszcie syna własnego z onymi czterema tysiącami przy kró-
lu zostawił, a sam do dom powrócił. Młodym wtedy był⁴³, niczego nie rozumiejący, ani
mnie o to głowa nie bolała, kędy⁴⁴ nas wiodą, szedłem jak baran za inszymi, za łaskę to
sobie mając, że mnie, chudzinę, biednego ciurę, choć czasem między żołnierstwo wetkną.
Pod jednym zameczkiem tom się tak siepał, tak dokazował⁴⁵, aż mnie rotmistrz zauważył
i w nagrodę przeznaczył do posług miłościwego pana.
— O Jezu… toście go mogli z bliska oglądać?
Uroda
— No jakże? Ma się wiedzieć, żem się temu cudnemu obliczu do syta napatrzył…
Ilekroć wspomnę o tym wszystkim, to go jak żywego przed sobą widzę.
— O mój Walanty, powiadajcież, jaki był?
— Rosły był; gdy stał w polu z inszymi hetmany⁴⁶ w naradzie, to z daleka powiewa-
Król, Sługa
ły białe pióra na jego hełmie, pół głowy ponad tamtymi. Śniadego był ciała i czarnych
włosów, twarzy pociągłej, a oczy… niczemu nie przyrównane — królewskie. Zanim usta
Wzrok
przemówiły słowo, rozkazywały oczy. Gdy na cię spojrzał, ogień i mróz cię przelatował⁴⁷.
A w insze razy znowu, gdy te gwiazdy łaskawie ku tobie zwrócił, to jakby głos jakiś wołał
wielki: na kolana! Ilem ja razy chciał przypaść do nóg umiłowanego króla i stopy jego
całować… inom nie śmiał. Przed namiotem jak pies leżeć i snu pańskiego strzec, to był
zaszczyt najpiękniejszy i niejeden mi tego szczęścia zazdrościł.
Zamilkł i przymknął oczy, szukając w duszy smutnych wspomnień wątku.
— Ano, tedy szliśmy a szli, niczym burza, co po drodze drzewa łamie i z korzeniami
wyrywa. Ażeśmy stanęli pod Warną⁴⁸.
— Twierdza jaka czy stolica królewska?
— Miasto niewielkie nad morzem… jakimsi Czarnym. Dopierośmy się tam dowie-
dzieli, jakie niezliczone chmary pogaństwa zgromadził sułtan Amurat przeciw nam. Zaraz
po wschodzie słońca zaczęto ustawiać chorągwie według rozporządzenia królewskiego. Ja
³⁴
Hia
— własc. Jan Hunyady (–), magnat węgierski, wojewoda siedmiogrodzki, po śmierci
Władysława Warneńczyka regent Węgier, sprawujący władzę w zastępstwie czteroletniego nowego króla.
³⁵
iemioroia
— dziś popr. forma M. lm: Siedmiogrodzianie;
iemioró
a.
rasaia
— kraina
w środkowej części dzisiejszej Rumunii, zasiedlona w średniowieczu przez osadników węgierskich i niemieckich.
W XVI i XVII w. księstwo zależne od tureckiego Imperium Osmańskiego, potem przeszło pod władzę Austrii
i Węgier. Z Siedmiogrodu pochodził król Polski Stefan Batory (–).
³⁶
tsicó
— dziś popr. forma D. lm: tysięcy.
³⁷
cira
— sługa obozowy, dbający o ekwipunek, konie i jedzenie dla żołnierzy.
³⁸
otrea
(daw.) — bitwa.
³⁹
oaiec
(daw., pogard.) — poganin; tu: muzułmanin, Turek a. Tatar.
⁴⁰
koa
— .
⁴¹
cter tsice
— dziś popr. forma: z czterema tysiącami.
⁴²
ołoski
— z Wołoszczyzny, krainy położonej w płd. części dzisiejszej Rumunii. Wołoszczyzna, rządzona
przez hospodara, pozostawała zależna politycznie od Węgier i Turcji.
⁴³
młom te ł
— byłem wtedy młody.
⁴⁴
k
— dokąd.
⁴⁵
okaoał
— dziś popr.: dokazywał.
⁴⁶
etma
(daw.) — dziś popr. forma N. lm: z hetmanami.
⁴⁷
reatoał
— dziś popr.: przelatywał.
⁴⁸
ara
— miasto i port nad Morzem Czarnym na terenie Bułgarii.
Historia żółtej ciżemki
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
zanotowane.pl doc.pisz.pl pdf.pisz.pl chiara76.opx.pl
, podobnie jak tysiące innych, jest dostępna on-line na stronie
Utwór opracowany został w ramach projektu
przez
ANTONINA DOMAŃSKA
Historia żółtej ciżemki
–
Cenny klejnot starego Krakowa, chluba Polski, arcydzieło mistrza Wita Stwosza¹ i po-
mnik jego chwały — wielki ołtarz w kościele Panny Marii, fundowany przez bogate
mieszczaństwo krakowskie w r. , chylił się ku upadkowi.
Blisko cztery wieki rzeźba ta przewspaniała zajmowała najcelniejsze miejsce w świą-
tyni, blisko cztery wieki opierała się niszczącemu wpływowi czasu, wreszcie uległa.
Oto co powiada sprawozdanie dozoru kościoła Panny Marii z r. :
„…od chwili gdy się przekonano o groźnym stanie ołtarza, zajęto się bezzwłocznie
szukaniem środków uratowania go dobrze obmyśloną restauracją. Imiona Piotra Micha-
łowskiego² i Karola Kremera³ wiążą się z tą myślą. Oni pierwsi badali stan i przedstawiali
środki. A choć nie doczekali szczęśliwej chwili rozpoczęcia pracy, za pobudzanie i nawo-
ływanie do niej cześć ich pamięci!”
Komitet restauracji wielkiego ołtarza składał się, prócz stałych członków dozoru ko-
ścielnego, z następujących mężów: prof. Czyrniański, pr. Dunajewski, W. Eliasz, P. Fi-
lippi, ks. Grzybowski, prof. Kuczyński, prof. J. Kremer, H. Kieszkowski, M. Kukalski, J.
ks. Lubomirski, prof. Łepkowski, P. Popiel, F. Paszkowski, F. Pokutyński, E. Stehlik,
H. Seredyński, ks. Wilczek.
Przytaczam dalej słowa sprawozdania:
„…przystąpiono do zupełnego rozebrania ołtarza, do wyjęcia wszelkich rzeźb i orna-
mentyki, kawałek za kawałkiem. Wtedy to ruszyła się przez wieki nagromadzona ilość
kurzu, znalazły się ważne odłamki, znalazł się osnuty pajęczyną trzewik średniowiecznego
robotnika, zgubiony przed laty…”
Wielki ołtarz, odnowiony i zabezpieczony gruntownie przed zniszczeniem na dalsze
setki lat, służy znów Bożej chwale, zachwyca oczy i serca patrzących, głosi sławę nie-
śmiertelną mistrza Wita Stwosza.
Znaleziono za ołtarzem trzewik, żółtą ciżemkę… Skąd się tam wzięła? Do kogo mogła
należeć? Czy był rzemieślnikiem człowiek, co używał safianowego obuwia? Czy umyślnie
rzucił trzewik za ołtarz? Ale dlaczego? Czy dorosły mężczyzna mógł mieć taką małą stopę?
A może to był chłopiec? Może to było dziecko?
Odkąd przeczytałam zagadkowy ustęp sprawozdania i oglądałam żółtą ciżemkę, nie-
pokoiły mię⁴ te myśli, szukałam na nie odpowiedzi…
¹
it tos
(ok. –) — niemiecki rzeźbiarz, grafik i malarz, jeden z najwybitniejszych przedstawicieli
późnego gotyku w rzeźbie. Mieszkał i pracował w Krakowie w latach ok. –.
²
icałoski iotr
(–) — malarz, organizator życia społecznego i gospodarczego, uczestnik po-
wstania listopadowego.
³
remer aro
(-) — architekt krakowski.
⁴
mi
— dziś popr.: mnie.
„Już nigdy nie będę!” — Co przeżył i kogo znał organista Walanty. — Dokąd można
zajechać na drewnianej jaszczurce. — Zabłąkany w puszczy. — Pieśń wieczorna wilka.
— O mój tatusiu, mój złocisty… nie bijcie! Jeszce mi ten ostatni raz darujcie! Juz⁵
Dzieciństwo, Ojciec, Kara
nigdy, a nigdy, a nigdy nie będę!
— Co dzień obiecujesz, co dzień bicie bierzesz, końca temu nie ma! — krzyknął
z gniewem ojciec, trzymając chłopca za kołnierz u koszuli, a oglądając się za rzemykiem.
— Ady⁶ mu przecie wybacz, kiej⁷ tak święcie przyrzeka — wstawiła się matka, odsu-
wając garnek z jagłami⁸ od ognia. — Takiś zawzięty na ono⁹ dziecko, a Bogiem i prawdą
nie ma o co. Mały jest, to się i bawi; cóż ci wadzi, że se ta kozikiem w deszczułeczce
dłubie? Sprzykrzy mu się, rzuci, ano za tydzień będzie nowa zabawka.
— A ile razy do kości palce pozacinał i nie rzucił noża? Skórę prać rzetelnie, to może
usłucha. Gdzie postronek¹⁰?
— Puść go! Mówię ci po dobroci; obiadować¹¹ pora. Wawrzuś, przysuń tatusiowi
ławę.
— Zawdy¹² musi być babskie na wierzchu — mruknął Wojciech.
Usiedli wszyscy troje za stołem i jedli w milczeniu. Pokrzepiwszy się, gospodarz zwró-
cił się znowu do synka i mówił już spokojnie:
— Pamiętajże se, coś sam powiedział: „ostatni raz”. Chłoposko¹³ dziewiąci¹⁴ lat sięga,
a bydlątku nie da rady. Wygoń wszystkie trzy na pastwisko, a dawaj pozór¹⁵, coby¹⁶ ci
znów która nie uciekła. Mam co lepszego do roboty, jak za krowami po boru biegać. No,
idź.
Wawrzek wyskoczył z chałupy uszczęśliwiony, że dzięki matusi ominęła go kara, i pe-
łen jak najlepszych postanowień, pomaszerował z krowami na łąkę. Wojciechowa pomyła
statki¹⁷ i zasiadła przed warsztatem tkackim, z którego już spory kawał szarego płótna aż
do ziemi zwisał. Największą jej dumą było, że jak Poręba Porębą, żadna gospodyni tyle
lnu nie siała, tyle nici nie przędła, tyle płótna nie tkała, co ona. Wzięła się więc ochoczo
do roboty, ino¹⁸ raz na jakiś czas pociągając sznurek od podłużnego kosza, zawieszonego
na hakach u powały. W tym koszu spało jej najmłodsze dziecko, trzymiesięczna Kon-
dusia. Siedmioletnia Marysia uciekała raz wraz do „babusi”, a rodzice nie bardzo jej tego
bronili, bo matka Wojciecha, zgrzybiała staruszka, potrzebowała i posługi, i rozweselenia,
a Marysię okrutnie lubiła.
Wojciech nasadził na głowę białą sukienną czapę, poprawił rzemyki u postołów¹⁹,
przystanął chwilę we drzwiach, jakby się namyślając, wreszcie zawrócił w prawo i poszedł
ku wsi.
— Juści²⁰ tak najlepiej — mówił do siebie półgłosem — do samego proboszcza nie
pójdę, gdziebym ta śmiał zaprzątać głowę jego wielebności tym nicponiem. Walantego się
poradzę albo i Pietra. Organista, kościelny, uczone osoby, na każdej książce znają czytać,
prędzej umiarkują niż ja, co by za leki skuteczne były na Wawrzkową chorobę. Ale gdzie
onych szukać? Walantowa herod-baba, stary ucieka z domu, kiej ino może; pewnikiem
zemknął do Pietra i miód se oba pociągają.
⁵
jesce j
(gw.) — jeszcze, już; w wielu gwarach polskich występuje zjawisko mazurzenia, tj. wymowy
głosek „cz”, „ż”, „sz”, „dż” jako „c”, „z”, „s”, „dz” (mazurzeniu nie podlega „rz”).
⁶
a
a.
(daw.) — przecież, właśnie, ale.
⁷
kiej
(gw.) — kiedy, skoro.
⁸
jał
— kasza.
⁹
o oeo
(daw.) — ten, tego a. on, jego; tu B. lp r.n. ono: to.
¹⁰
ostroek
— sznur.
¹¹
oiaoa
(daw.) — jeść obiad.
¹²
a
(daw.) — zawsze.
¹³
cłoosko
(gw.) — chłopisko, chłopaczysko.
¹⁴
ieici
— dziś popr.: dziewięciu.
¹⁵
aa oór
— zwracać uwagę, pilnować.
¹⁶
co
(gw.) — żeby.
¹⁷
statki
— tu: naczynia.
¹⁸
io
(gw.) — tylko.
¹⁹
ostoł
— obuwie z łyka (łapcie) a. ze skóry zwierzęcej (skórznie).
²⁰
jci
(gw.: już ci) — oczywiście, rzeczywiście, w istocie.
Historia żółtej ciżemki
Słusznie się Wojciech domyślał: organista i kościelny siedzieli w sadzie na darniowej
ławie pod rozłożystą jabłonią, kamionka²¹ z miodem i cynowe kubki przed nimi.
— Niech będzie pochwalony… witajcie, kumotrowie! — rzekł kmieć, podchodząc ku
nim.
— Na wieki wieków — odparli razem, a gospodarz dodał: — Siadajcie wedle²² nas,
Wojciechu; Jaguś… jeszcze jeden kubek! Jakże tam u was, wszystko zdrowe?
— Dziękować Panu Jezusowi, krzepimy się jako tako — odpowiedział gość i usiadł
na zydlu przyniesionym przez córkę gospodarza.
Mówić o interesie zaraz po przywitaniu uważane jest na wsi za wielką nieprzyzwoitość
Grzeczność, Obyczaje
i brak wychowania; tak samo pojmowano grzeczność i przed wiekami. Dlatego też Woj-
ciech ani wspomniał, z czym przychodzi, owszem, przeprosił przyjaciół, że im przerwał
rozmowę.
— A o czymże pogwarka? — spytał Piotra.
— Spominamy²³ se stare dzieje — odparł kościelny — raczej Walanty opowiada, a ja
słucham. Człowiek to niemal na pamięć umie, a nigdy mu się nie znudzi, zwłaszcza od
naocznego świadka słyszeć.
— O czymże takim?
— Sprawiedliwie gadają Piotr²⁴; rozmawialiśmy o bitwie pod Warną²⁵.
Kondycja ludzka, Chłop,
Pamięć
— O moiściewy²⁶… nie przerywajcież sobie; toć i ja strasznie bym rad usłyszał, jak
to było. Na wsi ludzie niewiela²⁷ wiedzą o świecie, prawdę rzec, a nie zełgać, nawet nie
ciekawi; a już co nasza Poręba, to prawie jak za murem. Puszcza niezmierzona od zacho-
du słońca i od północy, rzeka nas opływa w półkole, w ciężkiej robocie rok za rokiem
przemija, człek się rodzi, żyje i umiera, nieświadomy niczego. Jeszcze łaska boska, jeżeli
zna imię najmiłościwszego króla. Ach, gadajcie, gadajcie… serce mi z ciekawości młotami
bije.
— Juści trudno, żebyście co z onego czasu zapamiętali — rzekł organista — ani was
może na świecie jeszcze nie było.
— A ileż ta temu będzie? — spytał Wojciech.
— Czekajcie, zaraz wyrachujemy. Miłościwy król Władysław²⁸ dwadzieścia lat miał,
gdy zginął w onej strasznej bitwie. Za wielką chlubę i cześć sobie poczytuję, że w jednych
obaśmy leciech²⁹ byli: dlatego też łacniej³⁰ mi to wyliczyć. Tedy dziś mamy… dziś mamy…
rok pański… Pieter?
— Tysiąc czterechsetny siedemdziesiąty dziewiąty.
— Juści, prawiuteńko się zgadza, bo mi się na pięćdziesiąty szósty obróciło³¹. Zatem,
jak raz trzydzieści pięć lat temu będzie w dniu dziesiątym listopada.
— Prawdę gadacie, że mnie na świecie nie było, bo mi się skończy w żytnie żniwa
trzydzieści cztery roki³². Ale co ta o mnie, powiadajcież od początku. Pietrowi ta wszystko
jedność, kiej zna³³, jak było, a ja nie.
— A więc posłuchajcie: Jak się miłościwy pan gotował na oną wyprawę, wszystkie
narody i wszyscy monarchowie radowali się, że mieczem polskiego króla moc turecka
zostanie na proch zgnieciona. Węgierskie wojsko pod dowództwem, jakże mu to było…
²¹
kamioka
— gliniane naczynie.
²²
ee
— obok, przy.
²³
somia
(daw.) — wspominać.
²⁴
raieiie aaj iotr
(gw.) — Piotr mówi prawdę.
²⁵
o itie o ar
— Szczegóły historyczne o bitwie pod Warną wzięte z
roiki
Bielskiego. [przypis
autorski]
²⁶
moicie
(gw.: moiście wy) — zwrot do słuchaczy, wyrażający emocje; dosł. jesteście moi, tj. moi drodzy.
²⁷
ieiea
(gw.) — niewiele.
²⁸
łasła areck
(–) — syn Władysława Jagiełły, król Polski (–) i Węgier
(–).
²⁹
eciec
(daw.) — dziś popr. forma Ms. lm: latach; w jednych leciech: w tym samym wieku.
³⁰
łacie
(daw.) — łatwo.
³¹
mi si a iiesit sóst oróciło
(gw.) — skończyłem pięćdziesiąt sześć lat.
³²
roki rokó
(gw.) — lata, lat.
³³
a
(gw.) — wiedzieć.
Historia żółtej ciżemki
aha… Huniad³⁴, wojewoda siedmiogrodzki. Więc Węgrzy, Siedmiogrodziany³⁵ i nasi,
a nad wszystkimi hetmanem nasz młody król, Władysław. Ale się miłościwy pan gryzł
niesłychanie, że tak niewiele miał wojska: ino dwadzieścia tysięcy. A o Turkach gadano,
że się ich zebrało tysiąców³⁶ sto, tedy pięć razy tyle, co naszych.
Walenty łyknął miodu i prawił dalej:
— Mnie wzięto między ciury³⁷, do posług, alem się wyprosił u jednego starszego
i pozwolił mi, jak przyjdzie do bitwy, iść z łucznikami.
— A umieliście się z kuszą obchodzić?
— Byli już tacy, co nauczyli — odparł organista — a nauczyli niezgorzej, bo w kilku
potrzebach³⁸ człek posłał pohańców³⁹ do piekła diabłu na pociechę z pół kopy⁴⁰, jeśli nie
więcej. Idzie tedy chmara ludu, wszystko zbrojne, wyćwiczone, a takie łakome krwi tu-
reckiej, niczym wina. Po drodze zamki bez wiela kłopotu zdobywają nasi, gdzie niektóre
ze strachu same się poddają, a my ino naprzód a naprzód. Trzeciego dnia października
miesiąca przeprawiliśmy się przez Dunaj. Aż tu przyjeżdża z cztery tysiące⁴¹ wojska Dra-
gula, wojewoda wołoski⁴². Odradzał on strasznie naszemu miłościwemu panu tę turecką
wyprawę; aż płakał pono. Wreszcie syna własnego z onymi czterema tysiącami przy kró-
lu zostawił, a sam do dom powrócił. Młodym wtedy był⁴³, niczego nie rozumiejący, ani
mnie o to głowa nie bolała, kędy⁴⁴ nas wiodą, szedłem jak baran za inszymi, za łaskę to
sobie mając, że mnie, chudzinę, biednego ciurę, choć czasem między żołnierstwo wetkną.
Pod jednym zameczkiem tom się tak siepał, tak dokazował⁴⁵, aż mnie rotmistrz zauważył
i w nagrodę przeznaczył do posług miłościwego pana.
— O Jezu… toście go mogli z bliska oglądać?
Uroda
— No jakże? Ma się wiedzieć, żem się temu cudnemu obliczu do syta napatrzył…
Ilekroć wspomnę o tym wszystkim, to go jak żywego przed sobą widzę.
— O mój Walanty, powiadajcież, jaki był?
— Rosły był; gdy stał w polu z inszymi hetmany⁴⁶ w naradzie, to z daleka powiewa-
Król, Sługa
ły białe pióra na jego hełmie, pół głowy ponad tamtymi. Śniadego był ciała i czarnych
włosów, twarzy pociągłej, a oczy… niczemu nie przyrównane — królewskie. Zanim usta
Wzrok
przemówiły słowo, rozkazywały oczy. Gdy na cię spojrzał, ogień i mróz cię przelatował⁴⁷.
A w insze razy znowu, gdy te gwiazdy łaskawie ku tobie zwrócił, to jakby głos jakiś wołał
wielki: na kolana! Ilem ja razy chciał przypaść do nóg umiłowanego króla i stopy jego
całować… inom nie śmiał. Przed namiotem jak pies leżeć i snu pańskiego strzec, to był
zaszczyt najpiękniejszy i niejeden mi tego szczęścia zazdrościł.
Zamilkł i przymknął oczy, szukając w duszy smutnych wspomnień wątku.
— Ano, tedy szliśmy a szli, niczym burza, co po drodze drzewa łamie i z korzeniami
wyrywa. Ażeśmy stanęli pod Warną⁴⁸.
— Twierdza jaka czy stolica królewska?
— Miasto niewielkie nad morzem… jakimsi Czarnym. Dopierośmy się tam dowie-
dzieli, jakie niezliczone chmary pogaństwa zgromadził sułtan Amurat przeciw nam. Zaraz
po wschodzie słońca zaczęto ustawiać chorągwie według rozporządzenia królewskiego. Ja
³⁴
Hia
— własc. Jan Hunyady (–), magnat węgierski, wojewoda siedmiogrodzki, po śmierci
Władysława Warneńczyka regent Węgier, sprawujący władzę w zastępstwie czteroletniego nowego króla.
³⁵
iemioroia
— dziś popr. forma M. lm: Siedmiogrodzianie;
iemioró
a.
rasaia
— kraina
w środkowej części dzisiejszej Rumunii, zasiedlona w średniowieczu przez osadników węgierskich i niemieckich.
W XVI i XVII w. księstwo zależne od tureckiego Imperium Osmańskiego, potem przeszło pod władzę Austrii
i Węgier. Z Siedmiogrodu pochodził król Polski Stefan Batory (–).
³⁶
tsicó
— dziś popr. forma D. lm: tysięcy.
³⁷
cira
— sługa obozowy, dbający o ekwipunek, konie i jedzenie dla żołnierzy.
³⁸
otrea
(daw.) — bitwa.
³⁹
oaiec
(daw., pogard.) — poganin; tu: muzułmanin, Turek a. Tatar.
⁴⁰
koa
— .
⁴¹
cter tsice
— dziś popr. forma: z czterema tysiącami.
⁴²
ołoski
— z Wołoszczyzny, krainy położonej w płd. części dzisiejszej Rumunii. Wołoszczyzna, rządzona
przez hospodara, pozostawała zależna politycznie od Węgier i Turcji.
⁴³
młom te ł
— byłem wtedy młody.
⁴⁴
k
— dokąd.
⁴⁵
okaoał
— dziś popr.: dokazywał.
⁴⁶
etma
(daw.) — dziś popr. forma N. lm: z hetmanami.
⁴⁷
reatoał
— dziś popr.: przelatywał.
⁴⁸
ara
— miasto i port nad Morzem Czarnym na terenie Bułgarii.
Historia żółtej ciżemki
[ Pobierz całość w formacie PDF ]